Witam wszystkich odwiedzających mojego bloga :)
30 kwietnia miałam pierwszą mezoterapię skóry głowy. Wedle zapewnień mojego dermatologa zabieg ten miał być całkowicie bezbolesny. Ja podeszłam do tego z dystansem, bo nawet jeśli te igły byłyby tak cieniutkie, że prawie niewyczuwalne to jednak dla mnie sama świadomość wbijania igieł w głowę powodowała, że bałam się strasznie i szłam na wizytę na miękkich nogach i z duszą na ramieniu.
Tak jak podejrzewałam, zabieg nie był bezbolesny, bolało, ale nie był to jakiś mocny ból, można wytrzymać, chociaż mnie oblały zimne poty :). Ale nie z bólu, tylko z samej świadomości co mi się tam robi.
Zabieg trwał krótko, może pięć minut. Dermatolog nakłuwała głowę w miejscach przedziałku, co jakiś kawałek go przesuwając w bok. Po każdym nakłuciu palcem rozcierała ten wstrzykiwany specyfik.W tyle głowy w ogóle nie wstrzykiwała, co mnie zdziwiło. Nakłucia też nie były robione jakoś gęsto.
Kolejna mezo za tydzień.
Póki z moim wypadaniem włosów bez zmian, czyli kiepsko, nie liczę włosów, bo nie chce stresować, wierzę, że mezoterapia mi pomoże, musi!
Pozdrawiam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz